wtorek, 1 września 2015

Od Feitana c.d. Shane'a

- Jakiś ty hojny, ale wiesz... Nie potrzeba mi za wiele. - Uśmiechnąłem się. Wolałbym zjeść w tańszej restauracji tam, gdzie jest więcej życzliwych ludzi. W takich lokalach każdy łeb ma uniesiony do góry i zapomina, że mimo wszystkiego wciąż jest zwykłym szarym człowiekiem. Tacy ludzie są zabawni, aż chce się patrzeć jak powoli wszystko się im sypie. Choć to zatrzymam dla siebie. Nie chcę tym "zatruwać" pana Promyczka. Pewnie ma coś lepszego do roboty. Choć nie bardzo to mnie interesuje. Zadowolony już czekałem, aż przyniosą nasze zamówienie. Rozejrzałem się dookoła, jadali tu głównie "sztywni" ludzie. Odziani w super garniaki, zachowywali się jakby byli panem swojego losu i całego świata. Biedni pracownicy, męczą się by zapewnić jak najlepsze jedzenie swoim klientom. Skrzywiłem się na samą myśl o tym. Prawie zapomniałem o tym, że przede mną siedzi mój towarzysz. Zrobiło mi się trochę głupio. Proponuję wyjście na miasto by coś zjeść, płaci za mnie i jeszcze zachowuję się jakbym był sam. Dostając swoje danie spojrzałem na Promyczka.
- Smacznego - mruknął.
- Dziękuję i nawzajem - wesoło odpowiedziałem. - Idealnie titaj pasujesz, zachowujesz się jak taki milczek i wydajesz się sztywny. Próbowałeś kiedyś wyjść z domu bez kaptura? Gorszy dzień? Źle się czuję będąc sam taki uśmiechnięty. - Chłopak dziwnie na mnie spojrzał po czym cichutko się zaśmiał. Następnie wrócił do jedzenia. - Zróbmy party i zaprośmy inne bóstwa! - zakrzyknąłem wesoło. Ludzie dookoła przenieśli swój wzrok na nas. Nie przejmując się tym sam zabrałem się dalej. Po pewnym czasie zaczęli szeptać. To trochę denerwujące. Jestem prawie pewien, że szeptają o nas. Szybko więc skończyłem swoją sałatkę, w końcu nie mogę jeść mięsa to by zraniło moich kopytnych przyjaciół. Nieco mocniej położyłem rękę na stole. - No to jak? - zacząłem szeptem. - Party czy nie party?

Shane? Wybacz,że takie krótkie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz