czwartek, 3 września 2015

Od Chihayi c.d. Charu

Automatycznie spojrzałam morderczym wzrokiem na pielęgniarkę, która natychmiast się zatrzymała.
-Ale doktorze..-za jąkała się kobieta. Mężczyzna spojrzał na mnie i uśmiechnął się podejrzliwie.
-Spokojnie. Ona nie będzie już sprawiać problemów.
W jednej chwili przed oczami zrobiło mi się zupełnie ciemno. Usłyszałam tylko trzask drzwi, a potem krótki śmiech. Następnie Charu warknął coś pod nosem, a ja osunęłam się na ziemię tracąc przytomność.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Siedziałam oparta o jakieś drzewo, które oplatało mnie swoimi korzeniami. Dookoła skakały białe zajączki, ze świecącymi się czerwonymi oczyma. Co jakiś czas jedno ze zwierzątek skakało mi na udo, co zadawało mi straszny ból.
Nagle otworzyłam oczy i zobaczyłam przed sobą szarą ścianę. Rozejrzałam się. Trzy szare ściany i stalowe kraty, a za nimi facet w niebieskim siedzący za biurkiem. Byłam w celi? Spojrzałam w dół. To co wcześniej wydawało mi się korzeniami drzewa było w rzeczywistości ramionami Charu. Pokręciłam głową, żeby się otrząsnąć. Zrobiłam to za szybko, bo coś aż zadźwięczało mi w uchu. Warknęłam pod nosem.
-Obudziłaś się?-spytał chłopak i rozluźnił uścisk. Miałam ochotę odwarknąć mu coś równie głupiego jak to jego pytanie, ale powstrzymałam się. Zerknęłam na swoją nogę. Była zabandażowana i nie bolała. Ale oprócz tego chyba nic więcej mi nie zrobili.
-Jak się czujesz?
Odwróciłam się do niego. Miał podbite prawe oko.
-A tobie co się stało?-spytałam zszokowana. Przecież Charu był bóstwem Pokoju, niemożliwe, żeby wdał się w bójkę. Chłopak wzruszył tylko ramionami i powtórzył pytanie.
-Czy ja wiem..-zamyśliłam się na moment.-Co my tu właściwie robimy?
-Pamiętasz jak lekarz kazał zadzwonić po policję?-skinęłam głową-To zadzwonili. A policjanci natychmiast nas tu wpakowali-ponownie wzruszył ramionami. Zmrużyłam oczy i przyjrzałam mu się uważniej. Brakowało mi jakiegoś kawałka historii, jednak nie bardzo zwróciłam na to uwagę. Spojrzałam na faceta w niebieskim przy biurku.
-Mogę wyjść?-spytałam ponuro. Mężczyzna spojrzał na mnie, zaśmiał się pod nosem i pokręcił głową.
-Ale ja chce-warknęłam mrużąc oczy. Nie podobało mi się siedzenie w zamknięciu. Zwłaszcza, że miałam co do tego złe przeczucia.
-Śliczna, gdyby wychodził stąd każdy kto by tego chciał to ja nie miałbym pracy-zaśmiał się. Nagle drzwi obok biurka otworzyły się i wyszedł z nich wysoki chłopak o czarnych włosach i ciemnych oczach. Zdawało mi się, że skądś go kojarzyłam.. Spojrzał na nas i uśmiechnął się.
-Dobra robota-zwrócił się do policjanta i podszedł do krat. Momentalnie się podniosłam.
-Witam drogą, Chihayię..-powiedział ściszonym głosem. Otworzyłam szerzej oczy. Chłopak się zaśmiał.-Tak to ja. Dobrze mnie poznajesz.. Podoba ci się zabawa z trucizną?
-Hę?
-Pamiętasz martwego dzieciaka z ciemnej uliczki? W jego krwi była trucizna.. Bardzo szybko rozeszła się po twoim organizmie, jednak.. Plan był taki, że masz od niej umrzeć, pod postacią człowieka-skrzywił się-Jesteś silniejsza niż zakładaliśmy. Jednak bóstwu Wojny czy Chaosu nie dorastasz do pięt. Ale jesteś silna jak na.. Byle bóstwo.
Wpatrywałam się w niego wściekła. Ciemnooki spojrzał w dół na Charu.
-A ty jak na bóstwo Pokoju sprawiasz strasznie dużo problemów. Ale nie martwcie się.. Już za niedługo was stąd wyciągniemy-mrugnął do mnie z wrednym uśmieszkiem i odszedł znikając za drzwiami. Spojrzałam na Charu nie bardzo wiedząc co powiedzieć.

Charu? xd

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz