piątek, 18 września 2015

Od Charu c.d. Chihayi

 Lecieliśmy jakiś czas nad dachami domów aż w końcu wylądowaliśmy na wzgórzu pod Drzewem Sorcieres. Chihaya upadła ciężko na ziemię, najpierw na kolana, a następnie zupełnie położyła się na trawie, oddychając ciężko. Oparła głowę na ramieniu i zamknęła oczy.
 Przybliżyłem się do niej i usiadłem obok. Nie wiedziałem, co mam powiedzieć. Znowu uratowała mi życie i wiedziałem, że to ją powoli wykańcza. Do tego ta trucizna... Uświadomiłem sobie, że nie mam pojęcia co robić. Zacząłem zastanawiać się, czy znam kogoś, kto mógłby nam pomóc. Przypominałem sobie wszystkie bóstwa jakie znałem... Nie, nie miałem nikogo. Nikt nie mógł mi pomóc. Byłam całkiem sam ze wszystkimi problemami. Z umierającą Chihayą. I co miałem zrobić?
 - Chihaya... - powiedziałem cicho, głaskając ją po włosach. Dziewczyna nadal z trudem łapała oddech, wiedziałem jednak, że powoli się już uspokaja. Być może za chwilę będzie się już dobrze czuła, ale to i tak powróci. - Chihaya, jak ja mam Ci pomóc?

Chihaya? Szkoła wykańcza, wybacz długość :/

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz